Jestem pewna, że każda z nas ma takie kosmetyki, do których nie może się przekonać i których nie lubi używać mimo powszechnej rekomendacji. Prawda jest taka, że to, co sprawdza się innym, nie zawsze musi być drogowskazem do przymusowego stosowania. Czasem podchodzimy do jakiegoś kosmetyku kilka razy, by przekonać się, że nie jest stworzony dla nas. Albo też jeszcze inaczej… są też i takie produkty, które zalegają w naszych szafkach, kosmetyczkach, łazienkach. Takie, które kurzą się na półkach, do których wzdychamy, że może kiedyś, za miesiąc, w wakacje… Przychodzi czas porządków i okazuje się, że to kosmetyki niewykorzystane, prawie pełne, którym kończy się termin ważności.

kosmetyki, do których nie mogę się przekonać

Zatem zdobądźmy się wreszcie na odwagę, by powiedzieć same przed sobą: nie lubię używać tego kosmetyku, bo mi nie służy. Bo gdyby mi służył, używałabym go często. Gdyby mi służył, kupowałabym opakowanie za opakowaniem. Świat się od takiego wyznania nie załamie. Nie ubędzie mi na kobiecości. Nie stanę się też gorszą blogerką. Przeciwnie, będę jeszcze bardziej świadoma tego, co lubię i co sprawdza się w mojej pielęgnacji.

Kosmetyki, których używam niechętnie:

1. Balsam / mleczko do ciała

Nie lubię i praktycznie nie używam balsamów do ciała. Są dla mnie kłopotliwe w aplikacji i czasochłonne. Nie przynoszą widocznych długofalowych efektów na mojej skórze. Sto razy bardziej wolę olejki nakładane na wilgotną skórę (oraz masło shea na skórę suchą). Są dla mnie praktyczniejsze, lepiej mi się je nakłada, a rano nadal czuję ich pełne działanie nie swojej skórze.

kosmetyki, do których nie mogę się przekonać

2. Krem do rąk

Skoro stosuję olejki do nawilżania ciała i nakładam je rękami, to nie widzę sensu w stosowaniu kremów do rąk. Nie mam też takiej potrzeby, by je nawilżać. Poza tym nie znoszę efektu lepkości i tłustego filmu, który wtedy tworzy się na dłoniach (a szczególnie na ich wewnętrznej części). Kremy do rąk nie wchłaniają się w moje dłonie. Nigdy nie widziałam, by jakkolwiek dobrze wpłynęły na poprawę stanu moich skórek czy paznokci. Kremy do rąk są przereklamowane! 🙂

kosmetyki, których używam niechętnie

3. Odżywka do włosów

Skuteczność odżywek na moich włosach jest znikoma. Sprawiają one zwykle więcej szkód niż poprawiają ich wygląd. Macie pojęcie, że odżywka może stać w mojej łazience nawet przez 8 miesięcy? W tym czasie potrafię zużyć kilka szamponów, a ona ciągle tam stoi i nic nie ubywa. Próbuję dać szansę każdej kolejnej… bo naturalna, bo ma ładny zapach, bo mam suche włosy i chce szybkiego nawilżenia. Nic to nie daje. Mycie włosów odżywką i metoda OMO? Też się u mnie nie sprawdza, bo za bardzo obciąża. W miejsce odżywek moje włosy dużo bardziej odwdzięczają mi się za olejowanie. Nie będę się więc zmuszać. Stawiam tylko na olejki.

kosmetyki, których używam niechętnie


Koniecznie dajcie znać jak to jest u Was. Które produkty nie sprawdzają się w Waszej pielęgnacji i których używanie niechętnie? Którym dajecie ciągłą drugą szansę, ale bez widocznych efektów? Do czego nie możecie się przekonać?